Pochwała prostoty

Pochwała prostoty
13 listopada 2017 H&H

 

Czy nasza codzienność może być mniej skomplikowana, bardziej przyjazna i – nazwijmy to – wspierająca? Czy redukując nadmiar możemy poczuć ulgę i satysfakcję? Zespół Herbs&Hydro PURE uważa, że tak.

Nie twierdzimy, że zmiany są łatwe – wiemy, że są potrzebne.

Nie przekonujemy, że znaleźliśmy jedyną słuszną drogę codziennej pielęgnacji – opowiadamy jedynie o naszych namacalnych doświadczeniach, które zdobyliśmy, decydując się na ograniczanie nadmiaru. Nasza odpowiedź na zbiór myśli, wrażeń, doświadczeń i rozmów z Wami, zamyka się w określeniu PROSTOTA. Mało. Minimalizm.

mydło sodowe

Wszystkiego jest wszędzie dużo. Nadmiar. Bezmiar. Dezorientacja.

A przecież można prosto. Wygodnie i spokojnie.

Zrównoważona pielęgnacja.

Minimalizm = Mydło.

Jak to wyglądało w naszej rodzinie?

Uwierzycie, że jeszcze 3 lata temu nie wyobrażałam sobie, że mogę się umyć mydłem? Mycie rąk – co innego. Zawsze na umywalce było „jakieś” mydło. Zawsze drogeryjne, o intensywnym zapachu i twardej strukturze. Na mydło byłam skazana, gdy nocowałam u babci bez swojej kosmetyczki. Było to okropne przeżycie, bo od razu po umyciu miałam wrażenie, że moja skóra skurczyła i „skrzypi”. Dlatego mydła unikałam, jak ognia. Czym zatem się myłam? Nie odkryję Ameryki, jeśli zgodnie z prawdą przyznam, że całą moją młodość i część dorosłości spędziłam w wannie i pod prysznicem z różnego rodzaju żelami. Najczęściej – z drogerii, zwykle – z reklamy i po studencku – z promocji. Zmieniałam rodzaje i zapachy, i nie zwracałam uwagi na jakość swojej skóry. A skóra moim zdaniem była w ogólnym stanie dobrymi to mi wystarczało. Punktem zwrotnym w moim/naszym życiu okazało się zrobienie naszych pierwszych mydeł – konopnego i lawendowego. Obydwa musiałam przetestować. Wzbraniałam się przed tym, ale nie miałam wyjścia. Dodam, że moja znajomość kosmetyków naturalnych i ich działania ograniczała się do stosowania rumianku na opuchnięte powieki i smarowania ust miodem. Nie czytałam też żadnych etykiet – ani na produktach spożywczych, ani tym bardziej na kosmetykach. Nie miałam takiej potrzeby. Zmiana przyszła wraz z mydłem lawendowym. Początkowo zakochałam się w zapachu, a po trzech tygodniach testowania (czyli regularnego stosowania) krótka znajomość przerodziła się w zażyłość. Z biegiem tygodni – zażyłość w stały związek. Narodziła się we mnie ciekawość innych mydeł – sprawa nie do pomyślenia wcześniej. Z biegiem czasu zaczęłam wycofywać inne kosmetyki myjące z naszej łazienki – przybywało za to mydelniczek. Kolejnym przełomem było wprowadzenie na stałe mydła z dziegciem, ale temu poświęcę osobną historię.

mydła potasowe

mydło potasowe

W tej chwili na obrzeżach wanny przebywają 4 kostki i 2 płyny, których używamy: Ja (mama), On (tata) i dwie córki – nastolatka i przedszkolak. Zdarzą się (coraz częściej), że mydłem (potasowym w płynie) myjemy także włosy – jednakowoż dziewczyny nakładają potem odżywkę (tata nie chce). Zmywamy makijaże, golimy brody, nogi (a co!) i czujemy, że jeden kosmetyk dobrej jakości naprawdę może zastąpić kilka innych. Chyba – zbędnych. W tej chwili nie przypominam sobie, kiedy ostatnio kupowałam w drogerii piankę do golenia dla pana czy pani. Lub żel do mycia twarzy. Pakowanie kosmetyczki na jakikolwiek wyjazd też stało się prostsze.

Poniżej zostawiam Wam kilka wskazówek, „drogowskazów”, czego szukać w dobrym mydle:

1) Podstawą jest baza z tłuszczów roślinnych (olej z czerwonej palmy, kokosowy, rycynowy, oliwa z oliwek, masło shea), zwracajcie uwagę na obecność sodium tallowate, czyli sól sodową tłuszczu zwierzęcego. Kolejnym krokiem jest zawartość „materiału wzbogacającego”, czyli olejków i ekstraktów (np. z czarnuszki, kawioru, alg itp.). Zwróćcie również uwagę czy mydło jest perfumowane olejkami eterycznymi zamiast syntetycznymi zapachami. Bajecznie kolorowe kostki, intensywne barwy powinny wzbudzić Waszą podejrzliwość – są to zwykle barwniki syntetyczne dodatkowo utrwalane stabilizatorami i konserwantami.

2) Zawsze warto przeczytać pełen skład KAŻDEGO kosmetyku, który ma Wam służyć.

3) Mycie się mydłem (z dobrym składem) nie zakłóca naturalnej bariery ochronnej naskórka i skóry, może pomóc w wygaszaniu zmian zapalnych, nawilża, natłuszcza.

4) Skóra, która do tej pory była traktowana syntetykiem lub kostką marnej jakości musi przyzwyczaić się do naturalnego kosmetyku.

5) Na efekty naturalnych kosmetyków będziesz czekać dłużej niż w przypadku drogeryjnych syntetyków – substancje naturalne działają wolniej, ale bardziej kompleksowo. Pierwsze zauważalne efekty (brak ściągnięcia, pieczenia, swędzenia) wystąpią około 4-5 dnia używania dobrego mydła. A potem będzie jeszcze lepiej – wzmocniona skóra nie będzie tak skłonna do podrażnień i przesuszenia jak poprzednio, rzadziej będziesz zmuszona/zmuszony natłuszczać ją kremem czy balsamem.

6) Dobrym mydłem umyjesz się „od stóp do głów” – nie potrzebujesz osobnego kosmetyku do mycia każdej części ciała.

7) Pamiętaj! Wszystkie naturalne substancje mogą być potencjalnie uczulające, dlatego wybieraj te składniki, co do których masz pewność, że nie jesteś uczulona/uczulony (np. propolis, lawenda).

Czy ograniczenie całego rytuału mycia do kostki mydła jest słuszne i zasadne?

A czy prostota jest słuszna i zasadna?

Mała zmiana nawyków będzie początkiem dużej zmiany!

P.s.

„Prostota może być trudniejsza od komplikacji: trzeba się ciężko napracować nad wydobyciem czystej myśli, która pozwala na prostotę. Ale warto – bo kiedy już się to ma, można przenosić góry”.

Steve Jobs – cytat z przemówienia wygłoszonego 12 czerwca 2005 r. do studentów Uniwersytetu Stanforda.

 

 

0 komentarzy

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*